Fiat 126p – wspomnienie Kaszlaka

Jest jeden samochód, o którym opowieści prześladowały nas od dzieciństwa. Bywało nawet lepiej, niektórzy mieli przyjemność być wożeni za młodu tym kultowym pojazdem. Fiat 126p, zwany również Maluchem to dzisiaj pewien relikt, w który powinien zaopatrzyć się każdy kto jeszcze nie miał z nim przyjemności. Chociażby na miesiąc…

Dobre trzy lata temu wpadłem właśnie na taki pomysł. Wraz z moim przyjacielem Karolem powiedzieliśmy sobie „Kupujemy Malucha”. Z racji, że koszt takiej zabawki był śmiesznie niski szukaliśmy samochodu żeby był po drodze. Każdy kilometr zrobiony w kierunku Malucha miał szansę podwoić wartość inwestycji w niego, a to byłoby już ryzykowne. Najlepsze jednak było to, że jadąc po Malucha nie trzeba było nawet podjeżdżać do bankomatu. Kupienie samochodu za 3 banknoty było dosyć realne, ale nie można było wybrzydzać. Oglądnęliśmy kilka sztuk i byliśmy coraz bardziej przerażeni. W końcu zdecydowaliśmy się podnieść poprzeczkę i pojechaliśmy oglądać Malca za 6 banknotów.

Fiat 126p

Wycieczka odbyła się wieczorową porą, żebyśmy przypadkiem nic nie widzieli i mogli bez marudzenia kupić wybrany egzemplarz. Miał kilka wad, był troszkę zapuszczony blacharsko, nie działały światła mijania i zdarzało mu się, że zdychał w najmniej spodziewanych momentach. Idealny. Bierzemy. Zima, powrót w ciemnościach. Jedna z fajniejszych przygód. Jechaliśmy w dwa auta. Całe szczęście Malucha prowadził Karol. Jechał na długich przyklejony do mojego zderzaka, żeby nie oślepiać jadących z przeciwka. Dobrze, że oślepiał mnie przez większość drogi. Dzięki lusterkom bocznym w środku miałem jasno jak w piekle. Dzięki Karol.

Cała trasa odbyła się bez większych problemów. Jechaliśmy 70 km przez jakieś 55 godzin. Gdy tylko wjechaliśmy do Poznania samochód ze wsi zaczął gasnąć. Obraził się na wielkomiejski styl życia. Na szczęście zdarzało mu się potem odpalić na kilka minut i w ramach jego zawahań udało nam się na raty dojechać do celu. Potem już zgasł i wcale nie odpalał. Napluliśmy na niego i zakończyliśmy przygodę dnia, bogatsi o Malucha a lżejsi o jakieś 9,84 grama pieniędzy.

Fiat 126p

 

Od następnego dnia, wytrwale w pocie czoła popołudniami rozbieraliśmy Fiaciora do ostatniej śrubki diagnozując co jest do wymiany. Wymieniliśmy w zasadzie wszystkie uszczelki, pomalowaliśmy większość elementów, zregenerowaliśmy hamulce. Kosztowało nas to jakieś 80 złotych w częściach (hehehe). Jeśli ktoś Wam powie, że Maluch jest tani w serwisie to przybijcie mu piątkę, będzie miał rację.

Historia składania tego malucha to druty ze szczoty powbijane w brwi (do czyszczenia felg używałem zamontowanego druciaka na wiertarkę, okulary ochronne okazały się wskazane, wyglądałem jak jeżozwierz po wylewie). W zasadzie oprócz drutów to niewiele pamiętam. Pamiętam, że po złożeniu Malczan wyglądał obłędnie. Miał idealne wnętrze, był to egzemplarz przejściowy. Miał nowe poliftowe zegary, fotele lotnicze (KUBŁY K&%*A AUTENTYCZNIE!) i co najważniejsze, rozrusznik z dźwigienki umieszczonej pomiędzy fotelami. Kolor zielony idealnie komponował się ze srebrno czarnymi felgami, a 24 konie potrafiły rozpętać piekło na niejednym skrzyżowaniu.

 

Fiat 126p

 

Jazda Maluchem to niesamowite przeżycie, którego powinien zakosztować każdy miłośnik motoryzacji. Po pierwsze, jest tak wąski, że można było siedzieć na obu fotelach jednocześnie i otwierać oba okna jednocześnie. Po drugie takie małe przestrzenie sprzyjały romantycznym nastrojom, dlatego też połowa pokolenia 80-95 została spłodzona właśnie w Maluchach. Pozostali byli spłodzeni, podczas rozmów o Maluchu i gapieniu się w broszury z jego zdjęciami. Fiata 126p można śmiało nazwać obiektem kultu w naszym kraju, nawet po dziś dzień. Jest to jeden z najbardziej charakterystycznych pojazdów, który budzi niesamowity sentyment. Wrócę jednak do wyliczanki. Po trzecie, można było wcisnąć wszystkie trzy pedały jednocześnie… jedną nogą. Po czwarte nie hamował. Po piąte, jeździł niesamowicie po śniegu. Po szóste – dźwięk odpalania malucha jest niepodrabialny absolutnie przez nic i wyobraźcie sobie jaką kakafonię musiało tworzyć odpalanie wszystkich Maluchów na osiedlu. Khy, khy, khy.

 

Fiat 126p

 

Wyje, kaszle, podskakuje, a i tak jest wspaniały. Siła ciągu silnika w najbardziej zadbanych egzemplarzach pozwalała osiągnąć nawet 140 km/h. Mój egzemplarz był zdechły, gdyż w akcie desperacji na obwodnicy rozpędziłem go do 115 km/h, a to mogłoby nie starczyć nawet żeby się zabić. No dobra, starczyłoby, w Maluchu starczyłoby 30. Zapomniałem, że strefa zgniotu kończyła się na silniku…

 

Fiat 126pFiat 126p

 

Mitsubishi Lancer EVO X – ostatni samuraj

Zimne popołudnie, za moment wieczór. Robi się ciemno. Dodatkowy deszcz nie podkręca raczej temperatury i ziąb odczuwalny w okolicach krzyża staje się coraz bardziej uciążliwy. A teraz wyobraźcie sobie dźwięk startującego odrzutowca i rozsiądźcie się wygodnie. Czas na jeden z testów, na który wielu z Was czekało. Zapraszam do ślicznie wymoszczonego EVO X.

więcej „Mitsubishi Lancer EVO X – ostatni samuraj”

Zgierz! – Gdzie to jest?

Zgierz! Uwierzycie, że tam są tramwaje? Niestety nie może być zbyt pięknie i te oto tramwaje mają tylko jedno torowisko i kilka mijanek. Nie mogłem w to uwierzyć, ale każdy kolejny kilometr mojej wycieczki do Łodzi sprawiał, że czułem jak doskwiera mi brak paszportu.

więcej „Zgierz! – Gdzie to jest?”

Renault Megane II RS

Renault Megane II RS. Tak jak do normalnej wersji bałbym się wsiadać, żeby nie zacząć chorować, tak Renault Sport ma w sobie coś na tyle przyciągającego, że zdecydowałem się spróbować. I tak, jak wiecznie na wszystkich spotkaniach motoryzacyjnych miałem ubaw z kierowców Renault i ich popsutych maszyn tak zrozumiałem, że Meg RS ma w sobie to coś. Nawet podróżując na lawecie…

więcej „Renault Megane II RS”