Jest kilka rzeczy, które smakują najlepiej zaraz po otwarciu czy premierze. Doskonałym przykładem jest majonez Pegaza czy musztarda francuska Kamis na pysznej parówce z szynki ogarnianej jakieś 30 minut po wypiciu ostatniego piwa w piątkowy wieczór. Znakomity smak. Wszystko na świeżo. Są też produkty, które smakują z wiekiem coraz lepiej. Licząc od pierwszego otwarcia. Tak jest na przykład z Mercedesem C63 AMG typoszeregu W204. Ten z biegiem czasu zyskał jeszcze więcej fanów niż zaraz po premierze, a nawet wtedy mało ich nie było.

Rok 2007. W204 w wersji AMG dostaje wiele mówiące oznaczenie 63. W tym przypadku przekłada się to na ręcznie składane V8 o pojemności 6208 ccm i 457 KM. Duży skok pojemnościowy dla C AMG, zwłaszcza, gdy porównamy do W203, które pierwotnie miało sześciocylindrowe 3,2 litra i 354 KM – C32 AMG. Dopiero w 2004 zostało zastąpione C55 AMG z silnikiem V8 o mocy 367 KM. Ale, żeby przeskakiwać granicę 6 litrów? Jak widać dla Mercedesa nie było to problemem i ostatecznie taka decyzja wyróżniła go jeszcze bardziej spośród konkurencji. Co się działo w 2007 roku? Audi produkuje już od roku RS4 B7, które ma wolnossące V8, ale raczej wysokoobrotowe i generujące z 100 KM z litra pojemności w 4,2. Samochód ma stały napęd na cztery koła i 420 KM przekłada na 4,7 sekundy do setki. A co z pozostałą konkurencją? Pozostali są pędzeni na tył i dlatego łatwiej będzie ich porównywać charakterystyką do C63 AMG. BMW? BMW ma także wolnossące 4,0 V8 w M3 – oddające na tylną oś 420 KM. W nadwoziu sedan według danych fabrycznych przekładało się to na niecałe 5 sekund do setki. Ostatni z rywali, o których pamiętam to Lexus IS-F. Produkowany w latach 2007-2014 z silnikiem V8, również wolnossącym i względnie dużym, porównując do Audi i BMW. W Lexusie silnik ma 5 litrów pojemności i 423 KM. Nadal jednak daleko mu do przeszło 6 litrowego, niewysilonego Mercedesa. Nieważne, z której strony byśmy patrzyli – parametry na papierze przemawiały na korzyść AMG. To co trzeba podkreślić to pewna konsekwencja producentów, którą można było zaobserwować. Słowo klucz w usportowionej klasie mniejszych limuzyn w tym okresie to „wolnossący”. Każda marka miała na to swoją koncepcję i każda marka ewoluowała z dużo mniejszych silników. W poprzedniku Audi było to 2,7 BiT, w M3 E46 – 3,2 R6 a w Mercu odpowiednio 3,2 i 5,4 pod koniec produkcji W203. Lexus poprzednika nie miał, ale idealnie dostosował się do realiów panujących w klasie. W każdym razie wolnossące V8 w tamtych latach było obiektem westchnień każdego poszukiwacza wrażeń opakowanych w zgrabnego sedana.

C63 tej generacji, aż do dziś budzi respekt. Już podczas odpalenia wyraźnie zagulgocze dając jasno do zrozumienia, że te 6208 ccm to nie są przelewki. Z zewnątrz z kolei przyciągnie wzrok poszerzonymi zderzakami z dużymi wlotami powietrza, nadmuchanymi nadkolami z dużym kołem w środku, a z tyłu przywita wzrok (i ostatecznie też słuch) czterema wielkimi końcówkami wydechu, które wyglądają wręcz jak doklejone. Można rzec, wizualnie – niemiecki muscle car. A jak z jego zachowaniem?

Szaleństwo. Istne szaleństwo. Egzemplarz, którym jeździłem jest użytkowany prawidłowo. Wskutek tego opony, które miałem do dyspozycji były… hmm… delikatnie mówiąc nienajlepsze. Zwłaszcza te z tyłu. Ten samochód potrzebuje dosłownie chwilę, by zamienić opony w gaz i malutkie kawałeczki rozsmarowane na szorstkim asfalcie. Napęd w Mercedesie oraz całe jego zawieszenie i balans sprawiają wrażenie, jakby jego głównym zadaniem było zamiatanie bokami. Przyznam, że nawet podczas sesji zdjęciowej, gdy miałem spokojnie ruszyć na lekko skręconych kołach jakaś nieznana mi siła powodowała ruszanie w chmurach kurzu i przy akompaniamencie muskularnego V8. Natomiast, gdy tylko samochód chwycił trakcję zamieniał się w istną lokomotywę. Silnik w dosłownie każdym momencie mógł zerwać się do pędu i ruszać całą masą do przodu. Niesamowite wrażenie, którego nie zastąpi żadne turbo. To jest właśnie ta pojemność i wolnossący silnik. Reakcja na gaz jest błyskawiczna i jak tylko skrzynia odnajdzie właściwy bieg samochód od razu wyrywa do przodu, o ile pozwoli mu naturalnie na to przyczepność. Na szczęście dla osób, które już są przerażone – w standardowym trybie jazdy jest potulny jak baranek, a kontrola trakcji jest w taki sposób skonfigurowana, żeby nikogo nadmiernie nie wystraszyć przy normalnym obchodzeniu się z autem. W tle nadal będzie przyjemny gulgot w trybie stand-by. Skrzynia to spokojny automat o siedmiu przełożeniach, który w trybie automatycznym potrafi być stonowany, a w trybach sportowych odrobinę ukąsić. Ja preferowałem tryb manualny połączony z delikatnym rozpięciem kagańców i minimalnie większą agresją (Sport). Zawieszenie pracuje raczej komfortowo, samochód od początku do końca sugeruje, że tor w jego przypadku niekoniecznie będzie dobrym rozwiązaniem. Wydaje mi się, że priorytetem była wszechstronność w codziennym użytkowaniu połączona z pierwiastkiem bandyctwa schowanym pod maską, a nie nastawienie na szybkie pokonywanie nitki toru. Szybko to ten samochód utylizuje opony, a pojechać nim szybko to trzeba te opony mieć naprawdę dobre i do tego być sprawnym kierowcą, bo z tendencją do wychylania tyłu łatwo można popełnić błąd.

W środku niestety jest nijako, gdy porównamy to do czegokolwiek nowszego. Niestety mnie wnętrza starszych Mercedesów nie urzekają. Tutaj poza wysoką jakością materiałów i niektórymi akcentami (logo AMG na fotelu czy karbonowe akcenty) ciężko poznać, że mamy do czynienia ze specjalną wersją. Fotele są wygodne, ale brak tutaj fajerwerków. Wnętrze po prostu jest. Mimo to, siedzenie w środku to istna przyjemność. I to właśnie za sprawą tych bodźców, które biegną od silnika. Zaczynając od gulgotu a kończąc na rzucaniu całą karoserią przy przegazówkach na światłach. Wszystko to przywodzi na myśl amerykańskie muscle cary. Jednak ten niemiecki dźwięk jest trochę inny. Ma mniejszą amplitudę i wydaje się wyższy i bardziej agresywny. Wszystko co towarzyszy pracy tego silnika to esencja motoryzacyjna i myslę, że każdy petrolhead czytając ten artykuł zatrzyma się w tym miejscu, żeby zamknąć oczy i spróbować to usłyszeć. Wszak każdy z nas kiedykolwiek słyszał to 6,2 litra. W razie potrzeby pomocą służy internet. Zachęcam do chwili medytacji z tym silnikiem.

W poprzednich dwóch akapitach dokładnie opisałem to co jest najbardziej charakterystyczne w tym samochodzie czyli silnik. Z każdego poziomu analizy tego auta, przeskoczymy płynnie do silnika. Zobaczcie jaki ma przepastny bagażnik… podobnie jak przestrzeń wewnątrz cylindra, którą można zalać paliwem. Pycha. Zwróćcie uwagę na to jak fajnie otwierają się drzwi… Nie gorzej otwierają się nasze oczy ze zdumienia podczas otwierania przepustnicy. Ten samochód kręci się wokół tego silnika i byłbym nie fair, gdybym znalazł inny element jakim można się tutaj podniecać.

Wszystko kręci się dzisiaj wokół debaty na temat tego jak strasznie bezpłciowa staje się motoryzacja. Wszystko jeździ tak samo. Wszystko próbuje być maksymalnie skuteczne a mało, który model potrafi dać niezapomniane wrażenia z jazdy i wyróżnić się wyraźnie na tle konkurencji. Ten model C63, właśnie dlatego, że na tle konkurencji wyróżniał się silnikiem i jego pojemnością, mimo, że nie był najszybszy i najskuteczniejszy dzisiaj powoduje najbardziej przyspieszone bicie serca. Wielu mówi, że to ostatnie prawdziwe C w AMG. Ba, niektórzy twierdzą, że jedyne prawdziwe. Zachęcam Was do sprawdzenia tego na własnej skórze, dzisiaj te samochody zyskują coraz szybciej na wartości. Kto wie, może sprowadzenie takiego ze stanów lub Japonii to dobra lokata pieniędzy? Spróbujcie się w ten sposób pooszukiwać, a raczej nie zbiedniejecie przy zakupie odpowiedniego egzemplarza.

Spędziłem z C63 raptem jeden dzień. Poza faktem, że ciężko było cokolwiek zaplanować z powodu tankowania – albo bak jest mikroskopijny, albo samochód spalił podczas mojego testu średnio 24 litry na każde 100 km (odpowiedź na story na Instagramie 😉 ) – to był to jeden z ciekawszych motoryzacyjnie dni w tym roku. Spotkałem się z legendą. Samochodem, do którego wzdychają wszyscy i który każdy zna. I co ważniejsze, z jednym z lepiej brzmiących samochodów cywilnych tamtych czasów. O nowoczesnych nie wspominam, bo poszło to w totalnie złą stronę. Jedno natomiast na koniec jest pewne, chciałbym kiedyś takiego umieścić w swoim garażu. Raz, że podpowiada mi to rozsądek, bo to se ne vrati, dwa, bo brzmi pięknie i dla samego odpalenia tego samochodu i posłuchania na żywo byłoby to warte tych pieniędzy. A ile to dzisiaj kosztuje? Możecie znaleźć takiego za 100, możecie też za 150 i 200. Górnej granicy za moment nie będzie, więc może warto, abyście poszukali takiego dla siebie. Powodzenia! Aha, warto zamówić naklejkę jak na autobusach, wiecie… UWAGA! POJAZD ZACHODZI PRZY SKRĘCIE.

Add a comment

*Please complete all fields correctly

fifteen − thirteen =

Related Blogs