12H Summer Race – Szczecin 2016

Jest kilka części ciała, które mnie dzisiaj bolą. Wczoraj ukończyliśmy w 4 osoby kartingowy 12H Summer Race w Szczecinie. Rezultatem było ponad 550 km, 663 okrążenia i 2,5 kg mniej po powrocie do domu.

Zaczęło się od II Turnieju o Złote Kalesony organizowanego w zeszłym tygodniu. Nie dajcie się zwieść nazwie. Zawody były dosyć mocno obsadzone i poziom był bardzo wysoki. Startowali zawodnicy z WSMP, BMW Cup, regularni oblatywacze imprez typu Track Day czy innego rodzaju ściganci. Mimo wszystko udało mi się na koniec zająć moje ulubione 4 miejsce, na 21 zawodników. Chryste, czemu podium nie ma jednego miejsca więcej… Zawsze chciałem stamtąd zobaczyć świat.

 

SONY DSC

 

Nie minęło dużo czasu, aż we wtorek padła propozycja wyjazdu w kilka osób na 12 godzinny wyścig w Szczecinie. Z racji, że od zawsze chciałem pokonać jakikolwiek dystans typu „endurance” w jakimkolwiek pojeździe moja odpowiedź była krótka: „O której wyjeżdżamy?”. Czas do soboty upływał bardzo aktywnie i niestety planu na oglądanie onboardów, aż do utraty przytomności nie wypaliły.

Zawody miały się zacząć o godzinie 10. Do tego czasu rozgrywane były treningi. Nasz zespół, miał, zatem jeden 16 minutowy trening o godzinie 8, aby poznać tor. No i wyobraźcie sobie nie poznaliśmy…

 

SONY DSC

 

Wyścig wystartował o 11:30. Czekało nas 12 godzin jazdy, aż do 23:30.. Start odbywał się w stylu Le Mans, tzn. zawodnicy biegli od krawędzi toru do odpalonych kartów i od razu ruszali. Od samego poczatku pogoda nam dopisywała. Słońce nad torem działało jak gigantyczna lampa wytapiając resztki płynu z ciał zawodników. Jeździliśmy po około 30-40 minut. Po każdej sesji obowiązkowe ważenie, przypominało jak dużo wody można stracić. W pierwszych czterech godzinach jazdy traciłem około 0,8 kg na rundzie. Dlatego w momencie doważania się do obowiązkowych 85 kg należało pamiętać o zapasie w postaci dodatkowego kilograma. W przypadku masy mniejszej niż wskazana przewidziane były bardzo dotkliwe kary.

 

SONY DSC

 

Jeździliśmy poprawiając cały czas nasze czasy, aczkolwiek reprezentowaliśmy raczej poziom ogoniasty. W ciągu dnia można było wyróżnić jak skrajnie różne warunki wpływały na zachowanie gokartów. W czasie największego upału asfalt kleił nieziemsko, jednak karty nie chciały tak ochoczo przyspieszać. Mimo to skutecznie przepychaliśmy się z przedostatniej lokaty na czwartą od końca, co od 9 godziny udawało nam się utrzymywać. Przyznam się, że dopiero po zmroku przy ostatniej swojej sesji zacząłem jechać tempem, które mnie zadowalało. Nie wiem czy obudziło się we mnie nocne zwierzę, czy dopiero wtedy poznałem tor, czy warunki zaczęły mi odpowiadać.

Ostatecznie udało nam się dojechać do mety wyścigu bez większych przygód i problemów. Przejechaliśmy w sumie 663 okrążenia, co daje ponad 550 km, co ze zmianami daje nam średnia prędkość na poziomie 46-47 km/h. Jako ciekawostkę dodam, że na zawodach pojawił się człowiek, który zapomniał się zmieniać i przejechał te 12 godzin sam. Ogromne gratulacje dla Piotra Wołynki, który pokazał, na czym polega prawdziwy Endurance. Co ciekawe zajął 3 miejsce w klasyfikacji generalnej.

 

SONY DSC

 

Chciałem pogratulować wszystkim uczestnikom, ponieważ już sam fakt przejechania dwunastu godzin równym tempem jest powodem do dumy i poważnym osiągnięciem. My nasz debiut zaliczamy do udanych i z przyjemnością wystartuję w tego typu imprezie ponownie. Tymczasem wracam do zbierania swojego organizmu do kupy i szukając brakujących 2,5 kilograma.

 

 


Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

20 + five =