Budowałem swoje relacje z HH w dosyć tradycyjny sposób. Patrzyłem na GTI, patrzyłem na Meg RS. Rozmawiałem z Hiszpanami. Bawiłem się z Japońcami. Jednak, żeby ułożyć swój światopogląd brakowało mi jednego ogniwa niedocenianego przez wielu. Korei. Zapraszam Was do krótkiego, wręcz błyskawicznego testu Hyundaia I30N. Mam nadzieję, że dobrze to napisałem. Do dzieła.

Wokół N urosło od samego początku tyle samo zwolenników, co przeciwników. Jedni zarzucali, że nie jest to segment, w którym Hyundai powinien być obecny, inni z kolei przekonywali, że przejażdżka wyjaśnia wątpliwości i ten samochód jest groźnym konkurentem nawet dla Megane RS czy Civica TypeR.

Wersja, z jaką miałem przyjemność to Performance, czyli odrobina więcej mocy i kilka dodatkowych smaczków. Silnik to benzyniak o pojemności dwóch litrów z turbodoładowaniem, rozwijający 275 KM i prawie 380 Nm z wykorzystaniem funkcji Overboost. Brzmi akurat jak na FWD. Wszystko to zarządzane jest z poziomu manualnej skrzyni biegów z sześcioma przełożeniami. Jako jeden ze smaczków mamy tutaj elektronicznie sterowaną szperę, żeby to wszystko przekuć w zgrabniejsze pokonywanie zakrętów. Warto też dodać, że waży 1430 kg. To 50 kg więcej niż mocniejszy Civic TypeR i kilka kilo mniej niż genialne w prowadzeniu Megane RS ze skrzynią EDC.

Gdy jeździłem Nką, to oprócz ogromnej ciekawości samochodu towarzyszyły mi niesprzyjające warunki. Niestety nie pozwoliło mi to w stu procentach poznać własności jezdnych auta. Pozostał duży niedosyt, szczególnie, że Hyundai zaciekawił mnie kilkoma aspektami.

Gdy tylko wystartowałem to wiedziałem, że fotel jest bardziej daily niż sporty. Z kolei brzmienie z zewnątrz jest tak agresywne, jakby był przynajmniej 450 konnym, zakutym hatchem, którego jakiś psychol zrobił sobie na tor. Wiecie, oczami wyobraźni widzicie człowieka o rozbieganych oczach, jakby najadł się czegoś dziwnego, przykutego pasami szelkowymi do fotela zbitego z najtwardszych desek. Przy otwartych oknach na parkingu podziemnym było naprawdę głośno. Typowy chuligan. Jednak to nie tylko wrażenie akustyczne. Od strony wizualnej nie odbiega od tego postrzegania. W tym przypadku błękitny kolor przyciąga wzrok, a samochód jest autentycznie zgrabny. Moje oczy dają mi wyraźny sygnał, że bardzo mi się podoba i jestem przekonany, że nie jestem sam. Ma w sobie coś, chociażby trójkątne światło stopu z tyłu, które mi jest obojętne, ale może znaleźć swoich zwolenników tak jak Mazda RX8. Jak to wygląda? Wygląda bardzo dobrze. W mojej ocenie I30N to jeden z ładniejszych HH. Jest po prostu akurat. Odpowiednio krzykliwy i co najważniejsze wszystko to ze sobą wizualnie współpracuje.

Czy w czasie jazdy jest tak kolorowo? Hmmm. Może to przez panujące warunki, może czegoś innego się spodziewałem po tym aucie, a może to kwestia tego, że przesiadłem się z Fiesty, która jest twarda jak kamień i jest popierdolona. I30 jest według mnie ucywilizowane. I głównym argumentem będzie dla mnie tutaj sposób oddawania mocy. Samochód przyspiesza skutecznie, ale miarowo. Nie ma tego kopnięcia i tej agresji. Według mnie I30N ma długie przełożenia od trójki w górę i osłabia to trochę wrażenia. 1 i 2 na mokrym niestety tak jakby nie istniały, zatem ich nie poznałem za dobrze, więc klepałem sobie ochoczo od trójki. No i pyk. Trzy. Sandał. Jedzie. Ale nie ma w tym emocji. Jest wyraźne wciśnięcie w fotel, ale trwa tyle, co lot na księżyc i w momencie, gdy chciałbym zmienić bieg, Hyundai mówi „czekaj byku, pokaże Ci coś, ale wytrzymaj jeszcze chwilę”. Pyk. Zmiana biegu na czwarty. Coś strzeliło. Nadal to samo. Prędkości przybywa naprawdę fajnie, ale długa skrzynia psuje tutaj wrażenia. Ile poleci maksymalnie? Z tego, co słyszałem 250 km/h. Ograniczone elektronicznie. A jakby nie było ograniczone to powietrza ma żeby jechać dalej.

Podróżowanie w niemal wszystkich trybach jest przewidywalne i komfortowe, w dalszym ciągu przypomina nam o tym fotel, który jest wygodny.

Jednak jest drugie oblicze tego samochodu. I to jest tryb N. Zawieszenie utwardza się tak, że bliżej mu do Fiesty ST niż do czegokolwiek, co nie jest kamieniem. Wydech jeszcze bardziej się uwalnia, a samochód zdaje się być bardziej zwarty. Wtedy zaczyna być dopiero ciekawa atmosfera. Pasażerowie zaczynają z tyłu marudzić

A to głośno, a to nagle twardo i podskakuje. Czyli tak jak powinno być. A co z jazdą ekstremalną? Stawiam tutaj znak zapytania, mam nadzieję dopiszę tutaj coś kiedyś jak będzie mi dane pojeździć I30N trochę dłużej podczas suchych i ciepłych dni. Mokry asfalt to nie jest najlepszy przyjaciel dla mocnego FWD. To, co dzisiaj już wiem to fakt, że przy przepięciach biegów słychać strzały, przy odpuszczaniu gulgot. I to jest właśnie to jak powinien brzmieć tego typu hatch. Duży kciuk w górę. To, co mnie absolutnie zauroczyło to możliwość korzystania z automatycznych międzygazów podczas redukcji. Samochód w momencie zmiany biegów podbije sobie obroty. Łaaał! To jest bajer. Fotel nadal jak kanapa w salonie u mojego dziadka. Trzymanie boczne średnie z plusem.

No i jak plasować Hyundaia I30N? Według mnie jest to bardzo ciekawa alternatywa dla oklepanych w rynku marek i może być czymś wyróżniającym się. Cenowo wypada akurat i osiągami nie odbiega od konkurencji. W temacie prowadzenia nadal milczę, ale z tego, co słyszałem jest akurat. Obstawiam po kilku chwilach z autem, że nie dogoni Megane RS (cztery koła skrętne), ale na pewno nawiąże walkę i sprawi radość właścicielowi. Jak nie tą z prowadzenia, to taką akustyczną. Z pewnością jest najgłośniejszym seryjnym hothatchem spośród tych nowych – przednionapędowych. Póki co nie przypomina mi się, żeby cokolwiek było głośniejsze 🙂

Add a comment

*Please complete all fields correctly

5 × four =

Related Blogs