Irracjonalny, abstrakcyjny, absurdalny. To są przymiotniki jakimi można określić maszynę jaką jest Dodge RAM SRT-10. I to jest właśnie w nim najpiękniejsze.

Wielokrotnie moją medytację przy piwku lub wódeczce znajomi ze wszelkich środowisk wzbogacają mi motoryzacyjnym panelem dyskusyjnym. Alkoholu pojawia się najczęściej wtedy coraz więcej i nasz wieczór rozpędza się na krzywej upojenia wykresu „kulturalnego wyjścia z domu” w kierunku „rewelacyjnego poranka następnego dnia”. Najczęściej zgłębiane przez wybitnych mędrców kwestie to te iście filozoficzne. A to staje się zagadnieniem na wiele godzin. Słyszę wtedy pytania typu „A co w motoryzacji jest najpiękniejsze?” albo „Jaki samochód byś sobie kupił mając kwotę xxx do dyspozycji”. Wtedy pytam brutto czy netto (hehe), ale tak zupełnie serio moje serce rozgrzewa się do czerwoności bo dyskusja staje się opowiadaniem o emocjach.

Co jest piękne w motoryzacji? Jaki samochód wybrać? Czym najlepiej Ci się jeździ? Gdybyś nie miał ograniczeń budżetowych jak wyglądałby Twój garaż? I tutaj stawiam kilka znaków zapytania oraz zostawiam pytania jako otwarte. Bo nie ma na nie jednej dobrej odpowiedzi. Ale zawsze jest to zaczątek do pięknych toastów. „Za te samochody, których jeszcze nie poznaliśmy”. I tak można do rana.

Nie ma prawdy uniwersalnej. Nie ma złotego środka i przepisu na idealne auto. Ale są na szczęście przepisy na niesamowite emocje i egzotykę technologiczną. Jednym z takich przepisów jest prostota i brutalność. Przed Wami RAM SRT-10.

Wolnossące „coś niespotykanego”. Silnik ma 10 cylindrów w układzie V i przeraża już na papierze. Jak dodam do tego 6 biegową manualną skrzynię i napęd na lekki tył to rysuje nam się przepis na idealne samobójstwo.

Samochód został stworzony absolutnie dla nikogo. Prawdopodobnie zostały karoserie do pickupów i silniki od Vipera na magazynie i żeby nie sprzedawać tego osobno połączyli w zestawy. W ten sposób powstał najbardziej abstrakcyjny pickup na świecie, a jestem gotów zaryzykować stwierdzenie, że jeden z największych absurdów w historii motoryzacji. Aha, ma też klimatyzację.

Wiecie co? To jest właśnie piękne. Zero sensu, zero logiki. Zero wygody, zero użyteczności. Ogromne spalanie, zero ekologii i ekonomii. Samochód jest po prostu inny niż wszystko z czym mogliście obcować. Jest alienem. Przybył z kosmosu żeby krzywdzić portfel właściciela i męczyć go podczas każdej podróży. Nie znam drugiej takiej maszyny i prawdopodobnie nie poznam, bo naprawdę trzeba mieć cojones żeby ten samochód posiadać, a co dalej idzie próbować go w jakikolwiek sposób użytkować. Nie powstało ich wiele, myślę że w Europie jest ich jeszcze mniej.

W tym momencie czuję już Wasze zaciekawienie i wyobrażam sobie zaciekawienie moich kompanów pubowych wraz z ich rozjeżdżającymi się spojrzeniami i niepewnymi gestami. Kontynuuję. Opowiadam właśnie jedną z ciekawszych historii i przygód motoryzacyjnych, które mają morał.

Jak to jeździ? Jeździ fantastycznie. Pierwsze co pewnie zastanawia to silnik. Pod długą i wysoką maską kryje się 500 KM i 8,3 litra pojemności. Wolnossące „coś niespotykanego”. Silnik ma 10 cylindrów w układzie V i przeraża już na papierze. Jak dodam do tego 6 biegową manualną skrzynię i napęd na lekki tył to rysuje nam się przepis na idealne samobójstwo. No i to by się zgadzało. Z samochodem walczysz, cały czas. Walczysz najpierw z jego gabarytami, bo jest tak wielki, że zdaje się wciągać wszystko nosem. Potem walczysz z twardym sprzęgłem i nieprecyzyjnie wskakującymi biegami. Potem walczysz z milimetrami dodawanego gazu, bo jak dasz za dużo to stajesz w dymie z opon lub kurzu jeśli masz szczęście i luźną nawierzchnię. Na koniec podczas jazdy walczysz z oszacowaniem zasięgu. Wszystko z czym dotychczas zetknąłeś się w życiu było łatwe do przewidzenia. Łatwiej przewidzieć koniec świata niż szacunkowy zasięg RAMa. Wiecie czemu? Bo on chyba nie istnieje…

Bak ma pojemność 100 litrów, starczy według prawdopodobnych rachunków na jakieś 250 km. Zalanie za przysłowiową stówę pozwoli Ci dostać się na następną stację. Musisz lać do pełna. Nie ma tutaj mowy o upalaniu. Normalna jazda tym samochodem. Nie da się dużo mniej. Krąży legenda, ze przy zamknięciu paki, żeby nie wkurwiać wiatru i oporów powietrza spalanie można zredukować o skromne 7 litrów na sto. Detale…

Z zewnątrz agresywne ospojlerowanie, dwie końcówki wydechu z tyłu oraz gigantyczne 22 calowe felgi z jeszcze większymi oponami 305/40. Imponująca bryła budząca niepokój. Szczególnie stojąc na parkingu obok jakiegokolwiek auta miejskiego.

W środku mamy dwa i pół miejsca siedzącego. Osoba siedząca na środku powinna odrąbać sobie nogi, żeby nie denerwować kierowcy i pasażera. Do tego umiarkowane audio z BT, uchylny lufcik za plecami i czerwony przycisk do odpalania. Kierownica plus pedały i gajga od manuala. To wszystko co mamy w środku. Aha, ma też klimatyzację.

Oprócz tego ma też tragiczny rozkład masy, chyba że wrzucimy tonę gówna na pakę albo betonowe bloczki. Tylko wtedy nie będzie już ważyć 2300 kg. I jest szansa, że nie będzie tak fajnie zarzucać tyłem. Oh wait. On chyba tylko do tego służy…

Zapomniałem właśnie o najważniejszym. Każde mocniejsze dodanie gazu powoduje uślizg tyłu. Uślizg tyłu powoduje efektowne zwiększenie wykorzystania szerokości drogi. Towarzyszy temu dźwięk V10 z piekła rodem i wszystkie głowy się odwracają. Fantastycznie. Wbrew pozorom w delikatnym poślizgu idzie go opanować. Do ślizgów przy większych prędkościach zachęcam na zamkniętym placu, bo potrafi być nieobliczalny. O dziwo nawet skręca i pozwala trochę poszaleć też ze zmianami kierunków. Jednak wskazana ostrożność. Hamulce 381 mm z przodu i 355 pozwalają względnie wyratować się z niektórych opresji i jak na tak ciężkie auto są nawet skuteczne. Mimo wszystko jazda wymaga ogromnych kul w gaciach, a jeszcze większych jazda agresywna czy nawet lekko sportowa. Jajka niemieszczące się w kabinie to z kolei atrybut ludzi, którzy jeżdżą tym w innych warunkach niż suchy asfalt. Krąży legenda, że ktoś kiedyś wyjechał na deszcz RAMem na łysych oponach. Nie jest tylko wiadome czy wrócił… Mógł to być Chuck Norris?

Każda przegazówka na postoju to miotanie kastą i grzmoty. Przy opuszczaniu gazu słychać delikatne nieregularne i naturalne strzały. Miód absolutny.

No i jak odpowiedzieć na fundamentalne pytania co jest piękne w motoryzacji? Właśnie piękny jest absurd. Piękna jest egzotyka i wywoływanie ciekawości. Piękne jest wszystko co jest niespotykane i wymaga Twojej uwagi, by się przemieszczać. Gdy angażuje Cię i czasami próbuje zabić. Szczególnie, gdy jest specyficzny w prowadzeniu i prowadzi się jak nic innego. To jest coś wyjątkowego co jest chyba w motoryzacji najcenniejsze szczególnie w dobie cyfrowych samochodów, które wszystkie jeżdżą idealnie i niemal tak samo. Piękny jest każdy prosty pomysł inżynieryjny, który nie miał ułatwiać życia kierowcy. Piękne jest to, gdy samochód daje Ci emocje podczas każdej przejażdżki. Nie wszystkie pozytywne, ale zawsze skumulowane tak że potrafią dać solidnego kopa. No i najlepiej jest jak wysiadając masz spocone ręce i chcesz opowiadać o każdorazowej przejażdżce jak o przygodzie życia Cudnie, gdy chcesz do niego wracać, ale trochę się boisz. Aha, doskonale jak ma też klimatyzację.

Blog Comments

Heya i am for the first time here. I came across this board and I find It really useful & it helped me out a lot. I hope to give something back and aid others like you aided me.

Heya i am for the first time here. I came across this board and I find It truly useful & it helped me out a lot. I hope to give something back and aid others like you aided me.

Add a comment

*Please complete all fields correctly

three × 1 =

Related Blogs