Honda CBR 650F – świetny na początek

Zacznę od tego, że Honda CBR 650F jest pierwszym motocyklem testowanym na łamach FastLife. Nie mogłem zacząć od testowania niczego większego, bo potem byłby regres pojemnościowy. Trzeba zacząć subtelnie. Czy aby na pewno?

Sezon już w pełni – zmieniłem olej (dzięki FRT!), nakulałem kilometrów – czuję, że żyję motocyklowo. Nagle dostaję zdjęcie od znajomego z Honda Motocykle Karlik. Zdjęcie motocykla, który wygląda dość zadziornie. CBR 650F. Ma owiewki, przypomina trochę smuklejszego sporta z wyższą szybą i innym kształtem czaszy. Pozostaje pytanie – ile to ma mocy? Wchodzę na stronę – pierwsze zaskoczenie. CBR 650F została sklasyfikowana razem z Supersportami Hondy! Nie jest zaliczana jako street, czy cokolwiek pokrewnego. Jest sportowym plastikiem! W ofercie Hondy nie znajdziemy dzisiaj CBR600RR, podobnie jak Kawasaki nie oferuje nam ZX-6R, a Suzuki GSX-600R. Same RRRR. Myślę, że skoro oznaczona jest jako sport to pewnie ekscytująca będzie już na papierze. Kolejne zaskoczenie – 90KM z 650 ccm nie wygląda ultrasportowo. W każdym razie – dostałem propozycję zapoznania się z Hondą podczas weekendu. Muszę przyznać, że było ciekawie…

 

Zostawiwszy moje zielone kąsadło pod namiotem na terenie salonu przymierzyłem się do białej, nowiuteńkiej (320 km przebiegu) Hondy. Pozycja bardzo wygodna, siedzisko dość szerokie, a sam motocykl smukły. Zapowiadało się raczej niezbyt hardcorowo. Powinno być jak najbardziej niewygodnie, twardo i spartańsko. Otóż nie.

 

Nie ma na co czekać, pooglądam potem. Odpaliłem bzyka – lekko zadudnił na wolnych i pracował z delikatną nutką basu. Dość przyjemnie. Wbiłem orzech na głowę, założyłem rękawice i uznałem, że czas się ewakuować, aby poznać maszynę no i oczywiście nakarmić tasiemca. Na odchodnym doradca podpowiedział mi jedynie: „Na gumę nie wchodzi, tam gdzie ma moc, żeby się podnieść tam zamieli”. Myślę: klawo, podpuszcza mnie, żeby sprawdzić czy pierwszą rzeczą jaką zrobię na ulicy Baraniaka będzie stawanie na koło. Ha!

Wystartowałem z salonu. Pierwsza myśl – motocykl będzie za cichy w stosunku do tego czym jeżdżę na co dzień. Cenię sobie bezpieczeństwo, dlatego wiem, że motocykl im głośniejszy tym lepszy. Naprawdę! Tutaj typowo czeka na akcesoryjny wydech. Poza brzmieniem na dole, które jest fajne i rasowe, góra nie prezentuje nic poza subtelnym i wysokim darciem kasty. Nie jest uciążliwe nic a nic. Czy to na pewno sport?

 

Pierwsze zakręty przyniosły mi bardzo dużo pozytywów. Motocykl bardzo miękko się składa, wręcz aksamitnie. Nierówności w zakrętach tez wybiera i to bez poczucia, że zaraz będzie wierzgać. Szacun. Po przesiadce ze sporta muszę stwierdzić, że sposób wybierania nierówności jest zachwycający. Myślę – ultracywilny motocykl. Daję okejkę.

Kilka kilometrów oswajania się z pozycją – nadal wygodną, ręce się nie męczą – wreszcie mogłem troszkę sobie odwinąć. Ruszam ze świateł, manetka odkręcona i kładę się na bak – na końcu jedynki pierwsze mielenie koła z delikatnymi uślizgami, drugi bieg – kontynuacja. Wow. Jak na takiego spokojnego zawodnika, Honda ma w sobie trochę emocji na samej górze skali. To było w sumie jedyne co mogło przywodzić na myśl sportowe DNA w tym motocyklu. Praca silnika bardzo miarowa, wstaje dość wcześnie i równo rozwija moc, żeby zakręcić się do 11 tysięcy na skali, pod koniec dając solidne odczucia.

 

 

Powyżej 160 lepiej się położyć, powyżej 200 nie widzę już dłuższej podróży. Za to w mieście… Bajka. Tu przeskoczę, tam przeskoczę. Promień skrętu niewielki, motocykl bardzo łatwy do przerzucania ze strony na stronę. W razie czego daje też zapas mocy dobrze współpracujący z krótką sześciobiegową skrzynią. Skrzynia zdecydowanie na plus, biegi wchodzą precyzyjnie. Raptem dwa czy trzy razy zdarzyło mi się, że nieskutecznie wbiłem drugi bieg przy pełnym obciążeniu. Nie wiem na ile był to mój błąd i niedostateczne wysprzęglenie, a na ile kwestia sprzętu.

Za wyhamowanie odpowiadają podwójne tarcze – 320 mm z przodu i 240 mm z tyłu. Są skuteczne, motocykl nie waży dużo, nawet ze mną na pokładzie i bakiem paliwa – jego masa zamknie się w 300 kg. Na sucho jest to 213 kg, więc optymalnie. Masy nie czuć.

 

 

W sumie to nie powiedziałem nic o tym jak wygląda – bardzo podoba mi się sylwetka – no może poza przodem. Ten jest delikatnie za wysoki, ale calość zdecydowanie na plus. Bardzo robi mi krótki wydech wyprowadzony przy prawej pięcie i iluzja krótkiego zadupka. Designersko dobrze! Co było dla mnie zaskoczeniem – za świecenie przed mordę odpowiadają światła w technologii LED, świecące na zimno. Bardzo git.

 

 

Podsumowując, trochę Sporta w motocyklu miejskim wystarczyło, aby wrzucić go w folder ze sportami. Ale tak jak przy pierwszym wrażeniu był bardzo cywilny i delikatny, tak potem odkryłem jego drugą stronę, która już tak delikatna nie jest. Potrafi sprawnie przyspieszyć do 200 dzięki krótkiej skrzyni, poleci ponad 240 (według filmów w Internecie nawet 265 + licznikowe, co jest dla mnie niemałym zdziwieniem). I uwaga, cena – 37 200 zł! Motocykl nie ma żadnych wynalazków poza ABSem i kołami, ale i tak jest to względnie dobra oferta, zważywszy, że nie ma innej ciekawej 600 w palecie Hondy, która miałaby chociaż odrobinę sportowego zacięcia. Motocykl poleciłbym, nawet początkującemu, bo nie znudzi się w tydzień, a zostawi kilka rzeczy do odkrycia na pierwszy sezon jazdy. PS. Nie kupujcie 125, ani 250 – takie 650 to znacznie lepsza opcja…


Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

14 − 1 =