Renault Megane III RS – czy się starzeje?

Trochę późno na testowanie Megane III RS, zwłaszcza patrząc na premierę następczyni. Z jednej strony źle, z drugiej strony dobrze, bo może niedługo po przejażdżce Megane RS czwartej generacji będę w stanie lepiej odnieść ją do poprzedniczki, a nie ukrywajmy – w klasie Hot Hatchy dość mocno się zakorzeniła i zebrała dużo świetnych opinii.

Dziś w usportowionym kompakcie moce na poziomie 300-400 KM przestały już dziwić. Oczywiście stawka tych najmocniejszych to ogromne jak na samochód kompaktowy pieniądze, ale z drugiej strony to również ogromne przeciążenia jakimi w codziennym użytkowaniu możemy raczyć nasz organizm. W pogoni za mocą w klasie, coraz więcej hatchy ma napęd na obie osie. Jest to jak najbardziej zrozumiałe z racji dużego stresu opon, z którymi nie zawsze są w stanie poradzić sobie przednie koła. Co jednak z tymi, którzy pozostali w FWD? I co z samochodem, który swoją premierę miał sto lat temu? No cóż, na pewno będzie to ciekawe.

 

W tym przypadku powinniśmy potraktować Megane III RS specjalnie. Pozwolić jej wybrać otoczenie, gdyż jako emerytka ma do tego prawo. Pogadajmy jednak najpierw o samym aucie. Przyznam, że nie znudził mi się wygląd tego samochodu, wersja testowana przeze mnie to przedliftowa Megane RS z 2011. Stan jak nowy. No może poza delikatnymi modyfikacjami mechanicznymi. Przebieg skromny. Załóżmy, że jest 2011 i właśnie do niej wsiadam jako jeden z pierwszych szczęśliwców…

 

Świetny design. Ekstra linia! Już z daleka wygląda na ultra niepraktyczny samochód, ale przecież o to w tym chodzi. Jedna trapezoidalna atrapa wydechu, z której zionie ogień. Mmm. Żółty kolor w mojej ocenie to ideał do tego auta, zresztą oceńcie sami po zdjęciach. Tutaj z czarnymi akcentami współgra wspaniale. Wygląd świeży… Biorę w ciemno. Podoba mi się.

Środek rozkochuje mnie jeszcze bardziej z racji foteli. Recaro CSy to fotel, w którym jestem deeply in love i ciężko mi oderwać od niego wzrok. Wykończenie materiałowe trochę lami i standardowo fotele lubią się lekko obetrzeć od wsiadania. Mimo wszystko daję okejkę. Wnętrze w tym przypadku pozbawione dla funu wygłuszeń z tyłu. Zaczynam się bać odpalania tego cuda. Deska rozdzielcza jest normalna. Nigdy nie rozumiałem specjalnego rozpuszczania się nad liniami w środku. Nie widzę nic nadzwyczajnego. Trochę obłości, czuć tu Francuza. Jednak wszystko jest na swoim miejscu. Niech będzie, zmarzłem już wystarczająco. Odpalamy. Przecież na tym najbardziej mi zależy.

 

 

Napalony trochę jak Arab na kurs pilotażu wsadzam kartę z uśmiechem. I naciskam przycisk. Budą nieznacznie zatrzęsło, wszystko jakby wytłumione. Lekkie mruknięcie i cisza. Hola, przecież samochód nie ma wygłuszeń. Hola, przecież wydech nie jest z fabryki, tylko ucywilizowany jak przystało (GŁOŚNY). Co teraz? Dodaję gazu, żeby upewnić się czy silnik na pewno pracuje. Spod auta słuchać grzmoty, zza auta słychać strzały. Właśnie tak miało być. W drogę.

Wklejam pierwszy bieg. Wszystko chodzi miękko. Zupełnie, jak w normalnym nieusportowionym aucie. Skoki lewarka nie są za długie ale wszystko pracuje bez większego oporu. Mimo to praca skrzyni nie budzi tego twardego zaufania, które znamy z niemieckich samochodów. Boję się szybkich przepięć, boję się redukcji i zbyt szybkiego operowania sprzęgłem. Boję się miss-shiftów. Obawy nieuzasadnione! Mimo, aż za bardzo miękkiej pracy lewarka wszystko wchodzi. Nie ma tu charakterystycznych mocnych kliknięć lewarkiem jak w Niemcach, ale jest super przyjemnie. Bez chropowatości. Nie czuję, że przepinam kolejne biegi, wchodzą jakby same i nie wymagają mojej koncentracji.

 

 

Po rozgrzewce nadchodzi czas na chwilę prawdy. Czas na wklepanie. Samochód ma szperę na przedniej osi – prawdziwą mechaniczną. Dodatkowo uzbrojony w kilka dodatków w tym indywidualnie pisaną mapę – 330 koni mechanicznych. Spodziewam się mocnych wrażeń i szukam odniesień do innych 300 konnych FWD. Przypominam sobie, że szły nieziemsko.

Asfalt jest dość zimny, więc oszczędzam sobie męczenie pawiana na pierwszym biegu. Wrzucam drugi i przy 50 km/h prawa stopa oddzielona jest od podłogi tylko pedałem gazu. Brak żadnego powietrza. Ryk, wgryzienie się w asfalt i mocne przyśpieszenie. Przegapiam moment przepięcia na trzy. Samochód nie złapał żadnej zadyszki i aż do odcięcia bogatego w paliwo idące w wydech (strzały<3) rozwijał moc harmonijnie bez żadnych spadków. Wow! Duży szacun. Wpinam trójkę, jest trochę gorzej ale idziemy dalej. Trójka zamknięta, za moment pojawia się 160-170 i samochód przestaje wyrywać do przodu. Przypominam sobie o istnieniu hamulca ręcznego, ale wszystko jest ok. Ręczny zwolniony. Samochód od 200 mozolnie pędzi się, aż do 250 km/h gdzie po prostu widać, że nie ma już totalnie pary i wolałby znów swoje rejestry. Niestety nie jest to samochód do jazdy na wprost i na każdym kroku to udowadnia. Skręcanie bardzo zgrabne, mega łatwe, świetny grip na wyjściach z zakrętów. Jednak powyżej 150 samochód wypuszcza z siebie powietrze i mówi, że to nie jego bajka. Biorąc każdy kolejny zakręt jestem w stanie to zrozumieć…

 

 

Deszczówki na tylniej osi nie pomagają w utrzymaniu ciszy w kabinie, jednak mimo tego wszystkiego jest super znośnie. Samochód przy prędkościach szybkich autostradowych  180+ jest cywilny. Mimo wydechu i braku wygłuszeń. Nie wiem jak Renault to zrobiło, ale do momentu pełnego wciśnięcia gazu w środku jest bardzo cicho. Nawet modyfikowany wydech nie przenosi dziwnych drgań i jest po prostu ludzko.

 

 

Renault Megane RS zostało stworzone do szybkiej jazdy w zakrętach i muszę powiedzieć, że robi to rewelacyjnie i zaryzykuję stwierdzenie, że turbo Civic Type R, który jest najbliższym odniesieniem jeśli chodzi o charakter samochodu – mimo kilku lat do przodu nie wyprzedził o lata świetlne Meg RS jeśli chodzi o prowadzenie. Nawet nie wiem czy w ogóle je wyprzedził. Meg mimo swoich lat dalej wyznacza pewien standard i jestem ogromnie ciekaw najnowszej z czterema skrętnymi kołami. Nie wiem czy ogarnę to rozumem…

 


Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

18 + 20 =