Mitsubishi Lancer EVO X Final Edition – najostatniejszy samuraj

Jeszcze pamiętam przejażdżkę EVO X. Przejażdżkę modyfikowanym egzemplarzem ze skrzynią automatyczną. Co jeszcze w życiu powinienem zrobić? Pojeździć seryjnym EVO X Final Edition ze skrzynią manualną. Zapraszam do wspólnej zabawy…

Padło na unikat. Czyli na białego Lancera EVO X Final Edition. Wyprodukowano ich raptem 1600. Jest to OSTATNIE… OSTATNIE, OSTATNIE i NAJOSTATNIEJSZE EVO… Rodzyn. Z czystym sumieniem stwierdzam rarytas – 300 KM, stały napęd na 4 koła i skrzynia manualna, na którą bardzo liczyłem. Liczyłem, że dzięki niej, typowo bez filtra poznam charakter tego modelu – spodziewam się wydobytej esencji z tych wielu lat doświadczeń i samochodu czystego, skoncentrowanego TYLKO na jeździe i oddawaniu tego co najlepsze.

 

 

Ten egzemplarz miał w standardzie babciny fotel bujany obity tkaniną. No kurwa, autentycznie, wnętrze jak z Lanosa… Właściciel w pierwszej kolejności zamienił na najnowsze kubły Sparco z odpinanymi uszami. Siadłem do środka i bach. Okazało się, że przez gabaryty właściciela (3 metry wzrostu hoho) fotel jest tak zamocowany, że nawet po maksymalnym przysunięciu go kierownicę ledwo widzę, a pedały muskam koniuszkami palców.

Po chwili dostosowań udało się dobrać pozycję, abym mógł bezpiecznie czerpać z samochodu. Odpalam i pierwsze skojarzenie – seryjny Japoniec. Chyba wszystkie samochody japońskie odpalają i pracują w bardzo podobny sposób. Nie potrafię tego opisać, ale w tym coś może być. Kierownica dobrze siedzi w dłoniach, czerwone przeszycia stanowią miły akcent podobnie jak ciemne wnętrze wraz z podsufitką. Szelki zapięte, do dzieła. Czeka mnie dużo mokrego asfaltu do zwinięcia…

 

 

Sprzęgło chodzi twardo i bardzo precyzyjnie. Co więcej każdy start poprzez strzał ze sprzęgła powoduje jedynie delikatny zapach startych okładzin. Nic się nie ślizga, nic nie kwiczy. Ten samochód tak jakby chciał od samego początku jechać w trybie 0-1. Skrzynia biegów to zaledwie 5 przełożeń, z założenia zestopniowanych tak, aby osiągnąć w jak najszybszym czasie 200 km/h i tą prędkość utrzymać. W czasach, gdy wszyscy przyzwyczaili nas do minimum 6 biegów, aż do nawet 8 w niektórych automatach – „piątka” zdaje się być reliktem. Trochę jakbym cofnął czas. Poczujmy się znów jak w latach 90’. Czyste samochody, bez udziwnień – więcej frajdy. Biegi wchodzą czadowo. Z delikatnym oporem, bez zawahań i wątpliwości.

Przebijam się przez miasto, przy każdej okazji naciskając na samochód. To na wyjściu z zakrętu, to na prostej. Napęd na 4 jest bardzo skuteczny. Pozwala zarzucić delikatnie tyłkiem, a zarazem w pełni to kontrolować. Pytanie czy nie będzie tak jak w Subaru – co 101 razy ukąsi i zachowa się nieprzewidywalnie? Wtedy krawężniki strzeżcie się.

 

 

Komfort toczenia jest zaskakujący. Seryjne zawieszenie Bilstein + Eibach, nie daje mi jasno do zrozumienia, że ma bardzo dużo wspólnego ze sportem motorowym – podobnie jak cały samochód. Lancer jest po prostu grzecznym sedanem. Mimo 300 koni jeździ się nim – normalnie. Na obroty wkręca się jak samochód wolnossący. Nie czuć typowego kopnięcia w krzyż. Dodatkowo ciągnie bardzo wysoko jak na turbodoładowany samochód i charakterystyka silnika nie zdradza w żaden sposób zamontowanej suszarki. Zaczynam coraz mocniej i mocniej. Skrzynia wyje po puszczeniu gazu. To jeden ze znaków, że mamy do czynienia ze spartańskim sportowcem. Kolejnym znakiem jest brak wygłuszeń – w środku jest głośniej, ale odbija się to bardzo korzystanie na masie samochodu – wynoszącej 1570 kg na sucho. Co ważne zawieszenie mimo komfortu przy normalnej jeździe pozwala się zajebiście kontrolować i delikatnie miękka charakterystyka bardzo sprzyja szybkiej jeździe na każdej nawierzchni. Nie wiem jak jeździłoby się samochodem z nieseryjnym zawieszeniem i czy nie zepsułoby się tego nad czym przez lata pracowali inżynierowie.

 

 

Zaczynam się bawić – lewarek skrzyni biegów od Buddy Club daje znakomite czucie i przyznam, że leży dużo lepiej niż seryjny. Redukcja do zakrętu, mocniejsze przyhamowanie – tutaj pływające tarcze pokazują na co je stać, wyczucie układu hamulcowego jest bardzo precyzyjne – wpadam na trzypasmową drogę pełną kolein. Samochód pędzi po zaplanowanym torze, pozwalając na delikatny slajd na mokrym asfalcie. Nierówności na drodze w żaden sposób nie wprowadzają nerwowości. Przepinam kolejne biegi. Jest grubo. Jedzie naprawdę jak wolnossak. Tu trzeba softa.

 

 

Miesiąc po tej przejażdżce, nadal nic nie miałem napisane. Uznałem, że zaczekam na nowości, gdyż dobrze znam właściciela i jedyne czego jeszcze nie zmodził to swojej fryzury. Życie jest za krótkie, żeby jeździć serią, YOLO i do dzieła.

W samochodzie został zamontowany specjalny komputer zewnętrzny marki COBB. Jest to według mnie genialny wynalazek. Można samemu napisać delikatnie poprawioną mapę i ją wgrać, na bieżąco logować samochód czy obserwować najważniejsze parametry zczytywane po OBD. Muszę przyznać, że bardzo mi się ten wynalazek spodobał i nadszedł czas na wgranie porządniejszego softa niż ten fabryczny. Przed tym zdążył pojawić się jeszcze wydech marki SCORPION, który jest tak gigantyczny, że można w końcówkach przewozić imigrantów przez granicę. Gorzej, że lubi puścić płomieniem, gdy jest dobrze podlany przy odcięciu. No cóż, problem nadmiernego napływu ludności zaczyna nam się rozwiązywać…

 

 

Na nowym programie samochód rwie nieziemsko każdy bieg i moja dupo-hamownia wskazuje na 370 KM. Samochód ma tyle momentu dostępnego w postaci nagłego, trzymanego do końca kopnięcia, że w ciągu kilku dni skończył seryjne sprzęgło w samochodzie. Przy całkowitym przebiegu 2000 km. Gratuluję. Napisz teraz, krótki poradnik jak zajechać sprzęgło w dwa dni bo mi nie uwierzą…

Spodziewam się dalszych modyfikacji, także mam nadzieję będę mógł Wam o nich donosić i zrelacjonować jak wpłyną na zachowanie samochodu. Póki co jest zajebiście głośno, są strzały i wreszcie dźwięk i charakterystyka oddawania mocy mi pasują. Widać też nie nadaję się, żeby jeździć całkowicie seryjnym samochodem…


2 thoughts on “Mitsubishi Lancer EVO X Final Edition – najostatniejszy samuraj

  1. knihy Odpowiedz

    After hearing that, Kandy almost dropped her coffee cup she was shaking
    so hard with anticipation. She didn t do anything really wrong.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

two × 3 =