Honda Civic TypeR – test

Znowu Hot-hatch i znowu napiszę, że ikoniczny. Ale napiszę też, że z początku zaraz po premierze nie podobał mi się zupełnie i jedyne co mogłem sobie wyobrazić to wieszanie na nim prania. No wiecie, tak by prześcieradła przykryły cały samochód. Przed Wami Honda Civic TypeR poprzedniej już generacji.

Zaraz po premierze samochody rozeszły się jak ciepłe bułki. W sumie to z jednej strony dziwiło mnie to, ponieważ samochód nie podobał mi się i pokusiłbym się o stwierdzenie, że w charakterze mocnego FWD z turbo widziałbym MEG RS. Z drugiej strony jednak znam miłośników Hondy i JDM i wiem, że to zupełnie inne podejścia. Za nowego CTRa byli gotowi zabić i samochód bardzo szybko osiągnął status najbardziej wypatrywanego HH na wszystkich portalach carspottingowych zaraz obok nowego Focusa RS, z racji, że tego po prostu nie można było dostać.

Nowy CTR jest pewnego rodzaju przeskokiem. Postawieniem przez Hondę jednego kroku naprzód. Mowa tutaj o podążeniu za globalnym trendem i dorzuceniu do silnika turbiny. Pytaniem otwartym pozostaje czy Honda postawiła nogę na stopniu idącym w górę czy na stopniu idącym w dół. Tak czy owak nie upadła i samochody od samego początku cieszyły się dużą popularnością i zbierały pozytywne opinie.

 

 

Ja miałem przyjemność jeździć przez kilka dni Type-Rem, po delikatnych modyfikacjach. Samochód wyposażony w wydech Millteka w wersji Race (cat-back, rynna z jednym tłumikiem przelotowym na finiszu), BOVa Forge’a oraz IC. Całość została przyjemnie zestrojona na 392 KM przy paliwie 100 oktanowym. Wsiadłem do samochodu i małymi akcentami widziałem każdego poprzedniego Type-Ra. Metalowa gałka dźwigni zmiany biegów to pierwsze skojarzenie. Nie wiedzieć czemu, czerwone akcenty i czerwone fotele również wyglądały znajomo. Dashboard bardzo podobny do tego w UFO jednak bardziej zaawansowany technologicznie. Całości dopełniały wszędzie czerwone światełka i neony mówiące – wycisnę z Ciebie kierowco całe życie. Naciskam przycisk z napisem „dudnienie” i jednostka startuje. Cały samochód wypełnił się basem. I tak jak lubię głośne samochody i wielokrotnie mogłem zarzucać, że dane auto jest za ciche tak CTR był głośny. Był na tyle głośny w moim odczuciu (a dużo potrafię i lubię znieść), że aż sam się go bałem…

15 km później…

Samochód się dogrzał. Jest zajebiście. Bandycko. Latam po mieście i łobuzuję w niewyobrażalnej skali. Przednie koła notorycznie się uślizgują, wydech pluje na prawo i lewo i słychać niewyobrażalne twarde odcięcie. Duże wow. Praca lewarka skrzyni jest precyzyjna jak chirurg na prochach, sprzęgło działa twardo i z odpowiednim oporem. Zawieszenie jest bardzo twarde i samochód jest niewyobrażalnie zwarty i spięty. Mam wrażenie, że jeśli podskakuje to wszystkimi czterema kołami naraz. Wow x 2. I odcięty bieg po raz kolejny.

 

 

30 km później…

Nadal się bawię. Wjechałem w jeden, drugi, trzeci tunel i otwierając okna cieszyłem się przebijaniem przez kolejne biegi. Bardzo podoba mi się, że silnik ciągnie bardzo mocno przez cały zakres obrotów i po zmianie biegów nie ma nawet najmniejszego laga. Biegi przez to wydają się krótsze. Wyświetlacz centralny znowu kolorami sygnalizuje mi konieczność zmiany biegu. Brapbrapbrap and again. W sumie to gnój. W sumie to łobuz. Każdy zakręt na limicie. Szpera wyraźnie ciągnie do środka zakrętu. Tył z kolei dziękuje za współprace (łyse opony) i przy każdym limicie poddaje się i pozwala się pociągnąć na zewnątrz zakrętu sile odśrodkowej. Świetna kontrola i precyzja. Jest ekstra. Porównałbym najchętniej samochód do przednionapędowego gokarta na oponach typu slick. Jest bardzo fajnie i przyczepnie i zrywanie jest nagłe i bolesne w skutkach. Właśnie tak to widzę.

100 km później…

Chcę do domu… Boli mnie głowa. Cały czas podskakuję i upalam, ponieważ delikatna jazda jest nie do zniesienia z powodu ciągłego buczenia. Pasażerom wypadły bezpieczniki i leżą nieprzytomni. Bak kończy się średnio co 185 km. Opony co 4000 km, hamulce co 3000. Nie da się inaczej. Ogólnie myślałem, że nie zaskoczy mnie pod tym względem żaden samochód. Tutaj poziom hałasu porównałbym do wybebeszonego 200SXa z pełnym przelotem na jednym małym tłumiku. Przelot 3 cale…

 

200 km później…

Bardzo przykuwa uwagę. Gdziekolwiek się nie zatrzymam to na zewnątrz widzę skrajne opinie. Dzieciaki i młodziaki robią zdjęcia, krzyczą i ciągną mamy za rękawy. Z kolei rodzice tych pociech patrzą groźnie i drżą ze złości. Podobnie jak szyby w oknach w kamienicach w okolicy rynku. Nie wiem mi to nie przeszkadza. Hyhy. Odstawiam samochód, żeby trochę odpocząć i myślę…

Kilogram jedzenia później…

Próba połączenia bandyty i samochodu do zabawy z samochodem do jazdy na co dzień nie do końca się udała. Ten samochód nie chce jeździć normalnie. Ten samochód zmusza nas do ciągłej jazdy na limicie, inaczej jest bardzo, bardzo męczący. Wiem, że modyfikowany egzemplarz to złe porównanie, ale model w specyfikacji fabrycznej jest niewiele mniej męczący. Lżej buczy i mniej parska. Ale zawieszenie i praca reszty samochodu jest taka sama. „No jedź, kurwa jedź” – skanduje non stop. Co światła mruczy do ucha – „No nie odetniesz trójki do następnych świateł, nie uda Ci się”.

 

 

Audio jest dobre jak na HH, dotykowy wyświetlacz, BT – to wszystko pokazuje, że Honda idzie z duchem czasu i wyposażyła CTRa na poziomie narzuconym przez konkurencję. Klima działa, bagażnik się otwiera. Ale chyba to za mało żeby zostać HotHatchem z dopiskiem „daily”. Tu dopiszę „racing”. Albo „daily-extreme-racing”…


2 thoughts on “Honda Civic TypeR – test

  1. Niepiękny Odpowiedz

    R-ka to jest coś o czym marzą faceci. To jest obietnica, to są niegrzeczne pomysły szeptane do ucha, tak jak napisałeś. heh, marzenie. Kiedyś sobie pewnie kupię, ale musiałbym okraść jakiś bank…

  2. wrzucam piątkę Odpowiedz

    Da radę jako daily, serio. I paradoksalnie Type-R mało pali przy spokojnej jeździe. Traska 7 litrów nie jest zaskoczeniem. Podejrzewam, że po prostu wyciągnąłeś z niej na maksa w ciągu tych kilku dni. Ja również, ale i woziłem dzieciaka z tyłu. Duży bagażnik, dość spoko miejsca z tyłu. Wydech w trasie usypia młodego. Jest good. Zawias tylko twardawy do miasta, ale można się przyzwyczaić. Aha, większość czasu jeździłem w trybie +R. Szkoda czasu na standard 😉

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

two × 4 =