Ford Fiesta ST – test

Po bardzo długim czasie udało mi się tutaj usiąść. Usiąść i napisać. Może nie do końca na spokojnie, ale na pewno z dużym uśmiechem na myśl o tym samochodzie. Posłuchajcie jak prowadzi się w mojej ocenie Fiesta ST.

W sumie to z Fiestą sprawa jest prosta. W mojej głowie od zawsze układała się jako świetny funcar, rewelacyjnie wyważony samochód do szybkiej jazdy i zadowalania kierowcy. Nie wiem czemu, może po oglądnięciu zyliarda filmów na YT, na których samochód podczas dynamicznej jazdy delikatnie się przechyla i zacieśnia zakręt minimalnie wypychając tył na zewnątrz. Może dlatego, że wiem do czego zdolne są kompaktowe Fordy w kwestii zawieszenia? Powodów jest mnóstwo i w sumie długo musiałem czekać, aby spełnić swoje marzenie. Pomyślicie, co za zjeb, motoryzacyjne marzenie to przejażdżka kompaktem klasy B. W sumie to taki jestem trochę nienormalny… No nie składało się i może moje podsycone filmami oczekiwania podkręcały zainteresowanie samochodem, którym po prostu nie miałem okazji się pobawić. Do czasu.

Gdy już wsiadłem to nic a nic się nie zdziwiłem. Kokpit Fordowski. Taki mini Focus. Fajny pomarańczowy, mieniący się w słońcu rozrabiaka. Pozycja za kierownicą dobrana, możemy się bawić. Jeździłem głównie po mieście i bawiłem się samochodem przy mniejszych prędkościach. Ale to trzeba oddać, że 1,2,3 działają pięknie i samochód ochoczo wyrywa do przodu. Moc rozwija jak każde seryjne auto. Dopóki nie sandałujemy na skręconych kołach to wszystko dzieje się po naszej myśli. Zawieszenie pracuje niesamowicie dobrze, zwłaszcza przy agresywnej jeździe. Nie jest przesadnie twarde, jest po prostu dobrze zestrojone. Jak wpadłem w jeden zakręt 90 stopni z lekkim zarzuceniem tyłem, zawróciłem i powtórzyłem sekwencję. Robiłem to aż do znudzenia, a raczej do momentu, gdy uznałem, że czas znaleźć inny zakręt bo tu ludzie krzywo patrzą… Bardzo lekkie w użyciu auto, brakuję mi trochę większego oporu na kierownicy, aczkolwiek idzie się do tego przyzwyczaić. Rzucanie tyłem i duża precyzja układu rekompensują to z nawiązką.

Samochód był wyposażony, moment… właśnie nie był wyposażony. W ostatni tłumik. Głośne buczenie i popierdywanie po odpuszczeniu gazu skutecznie przyciągały uwagę nawet starszych Pań stojących na przystankach. Rekomenduję ten samochód starszemu wdowcowi, pragnącemu ściągnąć na siebie uwagę dojrzałych kobiet…

Ale jeśli nie jesteście wdowcem i cenicie sobie zachowanie samochodu podczas jazdy, feedback i czucie przenoszone przez zajebiste fotele prosto na krzyż i dupsko to ten samochód z pewnością Was zadowoli. Dodatkowe 50-100 koni mechanicznych i szpera na przedniej osi – recepta na samochód idealny. Fabryczne 182 KM, wyciśnięte dzięki doładowaniu z pojemności 1,6 to okazuje się dosyć mało na prędkości powyżej 140.

W środku wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, klima, radio z BT, elektryczne szyby. Ale przyznam się, że od samego początku do samego końca nie zwróciłem na nie uwagi. Całym sobą starałem się pochłonąć jak najwięcej z tego samochodu. Zapamiętać jego zachowanie w zakręcie, zapamiętać każde pierdnięcie przy odpuszczeniu gazu, każdy delikatny i wyczuwalny na kierownicy uślizg kół. I w sumie jest mi trochę mało. Chciałbym jeszcze lepiej poznać ten samochód, bo ma w sobie coś fascynującego. Z jednej strony łatwo się go prowadzi, ale mam wrażenie, że gdyby się go nauczyć… skrywa jeszcze niezgłębione pokłady przyczepności i precyzji.


One thought on “Ford Fiesta ST – test

  1. Kozimir Odpowiedz

    Boże jakie to auto jest niesamowite. Ken Block tym jeździ c’nie? Niesamowite, często jeżdżę zwykłą fiestą, wiem, że to jak porównywać 125 ccm do Hayabusy ale sama linia tego auta jest niesamowita. Poza tym wykończenie też jest spoko. A tyłem rzuca nawet w 100 konnej seryjnej zwykłej fieścinie. Pozdrowienia z fordolota!

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eleven + thirteen =