Mercedes Benz E63 AMG S 4Matic – rollercoaster i moje burrito

Okazuje się, że są takie samochody, którymi jestem w stanie sam doprowadzić się do mdłości… Nawet siedząc na fotelu kierowcy. Zapraszam do Mercedesa E63 AMG S 4Matic. Mój żołądek nadal wraca do siebie.

Już pamiętam co jadłem

Zaczynając od tego pysznego burrito, które wciągnąłem zanim zasiadłem za sterami tego białego wehikułu, a kończąc na niewyobrażalnych przeciążeniach jakie sam sobie generowałem – muszę przyznać, że takie osiągi w wygodnych limuzynach budzą mój podziw. Budzą mój podziw dla ludzi, którzy nimi jeżdżą. Naprawdę trzeba mieć głowę na karku, aby nie zginąć. Trzeba mieć też żołądek ze stali. Swoją drogą nie wiedziałem, że mój mózg może też chcieć wymiotować. Zaczynamy.

Jazda!

Niedzielne popołudnie. Słoneczna pogoda, 3 stopnie na zewnątrz. Jadę sobie spokojnie 200 km/h, tryb manualny. W środku absolutny spokój. Redukuję przy użyciu manetek o dwa biegi i wciskam gaz do oporu. Samochód wyrywa do przodu, pozostawiając za sobą opary zazdrości i echa donośnych strzałów z wydechu, które pojawiają się przy przepięciach biegów. Chwila moment i licznik wskazuje 270, kolejna chwila i jest 290. Trzeba hamować. Mózg wciska mi się w płat czołowy, po czym za moment przy kolejnym akompaniamencie ośmiocylindrowej jednostki owija się wokół rdzenia. Podobno gdzieś tam jest moje sumienie. Kolejne hamowanie. Przy 180 mam wrażenie, że już mogę wysiadać…  W praktyce? Niekoniecznie. Dlatego ten samochód może w niedoświadczonych rękach sprawić komuś przykrość. Nie mówię tutaj o mocy, gdyż ta jest bardzo sprawnie przenoszona na asfalt i w krytycznych sytuacjach napęd na cztery koła potrafi sprawnie wyciągnąć samochód z delikatnego uślizgu. Mówię bardziej o tym, że w tym samochodzie człowiek jest absolutnie odizolowany od otoczenia. Przy 120 jestem przekonany, że wrzuciłem wsteczny. Przed kolejnym zakrętem mam wrażenie, że hamowanie jest przejawem nadmiernej asekuracji. Szybki rzut oka na licznik, 150 km/h a przede mną zakręt 90 stopni. No nic, trzeba hamować dalej.

 

 

Każdy zakręcony płat asfaltu samochód pokonuje z dużą stabilnością. Na wyjściach zalecana jest duża uwaga, ponieważ mimo wzorowej trakcji 800 Nm jest dostępne dosyć wcześnie i potrafi wyprowadzić samochód z równowagi i poprowadzić go spokojnym ślizgiem na szerokości całej drogi. Szczególnie w trybie „M”, który pozwala na samodzielny wybór przełożeń. Nie ma wtedy żadnych opóźnień i naciśnięcie gazu od razu powoduje eksplozję mocy i chwilowe utraty przytomności. Skoro już jesteśmy przy skrzyni – 7 stopniowa – dwusprzęgłowa przekładnia jest bardzo mądra. Dał się wyczuć minimalny lag, ale przy normalnej dynamicznej jeździe jest to raczej kosmetyka i doskwiera dopiero przy najwyższych obrotach. Dodatkowym atutem jest z pewnością puszczanie donośnych grzmotów przy redukcjach. Pamiętajmy, ciche samochody zabijają dzieci.

 

 

Wciąż Mercedes

E-klasa AMG nadal ma w sobie dużo z Mercedesa. Mimo, że wersja S jest najmocniejszą i najostrzejszą edycją to wciąż jest to wypasiony Merc pełna gębą. Gdy trzeba resoruje jak łóżko wodne, fotele masują i dodatkowo w zakrętach przytrzymują zrelaksowane ciało. W trybie Sportowym drżą szyby w oknach, samochód się utwardza, obniża i staje się drapieżnikiem. Fotele nadal masują, więc musi to być nadal Mercedes. Proste.

 

 

Piecyk

Silnik to 5,5 litrowe V8 z dwiema suszarkami. W wersji S generuje on 585 KM i 800 Nm momentu. Wartości budzące respekt, nie mniej niż osiągi na papierze. Samochód do stu na godzinę przyspiesza w 3,6 sekundy! Prędkość maksymalna to ponad 300 km/h –  tutaj znaczenie ma zalane paliwo. Znam przypadki rozpędzenia samochodu nawet do blisko 330 km/h na paliwie z niemieckiego Arala – 102 oktany. Całość tego zwierzyńca jest przenoszona na koła w stosunku 33:67 (przód:tył). Wersja S jest wyposażona dodatkowo w blokadę tylnego dyfra, co docelowo ma polepszyć chwytanie się kół z asfaltem, a co za tym idzie trakcję i osiągi podczas ekstremalnego użytkowania.

 

 

Podczas mojego krótkiego testu spalanie wyniosło około 28 litrów na sto kilometrów. Biorąc pod uwagę, że nie był to spokojny cruising po okolicy a raczej szybkie przemieszczanie się z wykorzystaniem całej mocy samochodu to wynik mogę uznać za optymalny. Na pewno nie przyszliśmy tutaj, aby rozmawiać o paliwie. W wyciszonej kabinie też słychać grzmoty. W sumie to pozdrawiam wszystkich na zewnątrz. Nie mogliście tego nie słyszeć…


Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

five × 5 =