Wielkie rozstrzygnięcie!

Wielu z Was zapewne zastanawia się jak skończyła się moja sprawa związana z odmową przyjęcia mandatu w styczniu. Doczekałem się rozstrzygnięcia zanim osiwiałem, także jestem dumny z wymiaru sprawiedliwości.

Pewnego styczniowego, śnieżnego, mrocznego wieczora znalazłem się dziwnym trafem na parkingu pod dużym supermarketem. Za chwilę zjawiła się również policja z dobrym słowem w postaci mandatu 500 złotych i 6 punktów karnych (link do styczniowego materiału: http://fastlife.pl/2016/01/well-played-police-well-played/). Z racji, że było mi tak zimno, że nie byłem w stanie kiwać głową twierdząco to odmówiłem przyjęcia mandatu. Policjanci się obrazili i skierowali wniosek do sądu. Jak dalej wyglądała ta rozpędzona machina urzędnicza? Już Wam nakreślam.

Karuzela uśmiechu rozpoczęła się niecały miesiąc później. Otrzymałem telefon z zaproszeniem na komisariat właściwy dla mojego miejsca zamieszkania. Tam zostałem wezwany celem złożenia wyjaśnień. Zapytany przez funkcjonariuszy, co tak naprawdę się stało opisałem sytuację. Wszystko, co powiedziałem zostało starannie zaprotokołowane i dołączone do akt sprawy. Pytany byłem również o cały swój stan posiadania, a z racji, że jedyne, co posiadam to świnia na łańcuchu to poszło całkiem sprawnie. Taki sam zestaw pytań na swoim komisariacie dostał mój pasażer. Od wyjścia z komisariatu miałem święty spokój. Dopiero po ponad miesiącu przyszedł WYROK NAKAZOWY. Brzmi niebezpiecznie. Wyrok nakazowy jest wystawiany po rozpatrzeniu zeznań i materiału dowodowego i z automatu skazuje Cię na dożywocie. A tak zupełnie serio w moim przypadku oznaczał delikatne spuszczenie z tonu ze strony sądu. Wyrok nałożony na mnie to grzywna wysokości 300 złotych i zero wspomnienia o jakichkolwiek punktach. Czysty biznes. Warto wspomnieć, że na tym etapie stajemy się dodatkowo dłużnikiem Państwa z powodu kosztów postępowania sądowego. W moim przypadku ten delikatny rozruch w sądzie i jeden list kosztowały 80 złotych. Uznałem, że nie byłem jeszcze w charakterze obwinionego w sądzie i pójdę pozwiedzać.

Po odwołaniu się od wyroku czekałem już tylko na wyznaczony termin rozprawy. Otrzymałem go na jakieś dwa tygodnie przed rozprawą. Uradowany założyłem ładną koszulę i pojechałem zobaczyć czy faktycznie jest tak jak w „Prawie Agaty”. Poza facetami w togach klimat bardziej przypominał sędzię Annę Marię W.

Na salę rozpraw zostałem zaproszony, jako pierwszy. Po krótkim przedstawieniu się i ponownym opisaniu tej świni na łańcuchu stanąłem za moim obrońcą i relacjonowałem przebieg zdarzenia. Czułem się znakomicie w tej roli i brakowało mi tylko kajdanek na rękach, aby pomylić fikcję z rzeczywistością i poczuć się jak w jakimś escape roomie. Od opowiadania dostałem zadyszki, w końcu usiadłem. Następnie na Sali pojawili się świadkowie. Każdy usłyszał bardzo podobny zestaw pytań zarówno od mojego obrońcy jak od oskarżyciela, którym był przemiły policjant. Na koniec po 45 minutach przesłuchań jak do Idola, zostaliśmy poproszeni na zewnątrz, aby po 10 minutach wrócić na odczytanie werdyktu.

Po rozpatrzeniu materiału dowodowego i zeznań świadków sąd postanowił przychylić się do wniosku oskarżyciela i ukarać mnie grzywną w wysokości 300 złota. Nadal nikt nic nie wie o punktach, urosły jedynie koszty postępowania. Sąd uargumentował swoją decyzję tym, że nasze tłumaczenie, że realnego zagrożenia nie stworzyłem jest bez sensu. Według sądu sama przesłanka do tego, że w innych warunkach takie zachowanie mogłoby stanowić zagrożenie wystarczy do ukarania mnie mandatem. Idąc dalej tym tropem zagrożeniem w innych okolicznościach może być przejazd 30 km/h przez skrzyżowanie, gdyż zimą skute lodem przy tej prędkości może spowodować utratę kontroli nad pojazdem. No, ale niestety, mógłbym jeszcze walczyć i się odwoływać, ale szczerze mówiąc szkoda na to czasu.

Ogólnie bardzo mi się podobało. Sama odmowa przyjęcia mandatu jest dużą przyjemnością i pozwala dać sobie czas na zastanowienie czy faktycznie popełniliśmy dane wykroczenie i czy jesteśmy w stanie się bronić. Nałożone zostaną wtedy podstawowe koszty postępowania i przyjdzie do nas propozycja kary z sądu, która przeważnie jest taka sama jak mandat. W moim przypadku miałem to szczęście, że po wstępnym rozpatrzeniu sąd nie widział powodu żeby karać mnie tak wysokim mandatem i nałożył karę w wysokości 300 złotych. Kolejne odwołanie skutkuje już trafieniem na wokandę i wizytą w sądzie. Polecam takie rozrywki, jest bardzo fajnie, ale za 50 złotych spodziewałem się większych atrakcji i czegoś smacznego do zjedzenia w cenie.


19 thoughts on “Wielkie rozstrzygnięcie!

  1. Wycieraczki Odpowiedz

    Uśmiałem się, czytając ten artykuł. Świetny tekst. Szkoda tylko, że różnica między nieprzyjętym mandatem a wyrokiem sądu + koszty sprawy, nie jest większa na Twoją korzyść.

  2. Regeneracja pompowtryskiwaczy Odpowiedz

    Czarny humor 😉 Lubię taką ironię. Sytuacja zakończona prawie pomyślnie, choć mogłaby mieć więcej plusów 🙂

  3. mam_cie Odpowiedz

    Życie zweryfikowało tę historię i pokazało, że lepiej dla świata by było, gdyby wymierzono karę dożywocia.

    1. Slovak Odpowiedz

      W punkt

      1. wawiak Odpowiedz

        w twoje dupsko a nie „w punkt” 😛

  4. sfazowany Odpowiedz

    Zobaczymy czy w Słowckim więzieniu będziesz taki cwany

  5. Jasio Odpowiedz

    Teraz tez będziesz się dobrze bawił w sądzie ?

  6. tyle Odpowiedz

    i się kurwa doigrała

    1. wawiak Odpowiedz

      chyba ty. 😛

  7. Slovak Odpowiedz

    Może tym razem się czegoś nauczysz debilu

    1. wawiak Odpowiedz

      raczej ty naucz się czytać, pojebie. 😉

  8. Leon Odpowiedz

    Tata będzie się musiał napocić żebyś wrócił szybko do domu …

  9. MaciejWlkp Odpowiedz

    jednego debila na drogach mniej. ludzie kopiujcie ten tekst bo zaraz tej storniki nie bedzie.

    1. wawiak Odpowiedz

      kopiujcie, kopjujcie, takiego bólu dupy już dawno nie czytaliście. :-D)))

  10. P Odpowiedz

    Daj znać gdzie będzie rozprawa za wypadek na Słowacji. Pojadę zobaczyć czy równie dobrze się będziesz bawił i ja się będziesz tłumaczył ze swojego debilnego zachowania na drodze.

  11. Jarek Odpowiedz

    Żałasny gnoju, mam nadzieję, że twoja arogancja, głupota i zwykłe skurwysyństwo zaowocują celą w słowackim więzieniu dzieloną z napalonymi Romami chorymi na AIDS

    1. wawiak Odpowiedz

      żałosny ciulu, twoje senne marzenia o napalonych Cyganach, będziesz musiał spełniać osobiście. odpalaj komarka i lewa w górę! 😀

  12. benji Odpowiedz

    Na Słowacji w wypadku uczestniczyli: Marcin L., Adam S. i Łukasz K., czyli Robert R. tym razem się wymigał.

  13. wawiak Odpowiedz

    No, to się pojebańcy powyżej zmartwili. 😛 I jak się teraz czujecie świętojebliwi z bólem dupy? :-D)))))

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

fifteen − eight =